Codziennie o 06:05 z Białegostoku odjeżdża pociąg, który przemierza na ukos niemal całą Polskę i po 500 km kończy bieg w Bielsku-Białej. Obydwa miasta łączy „biel” w nazwach oraz „Ekspres Zamenhof”. Pociąg otrzymał to imię, wyprzedzając 150. rocznicę urodzin Ludwika Zamenhofa oraz Światowy Kongres Esperanta, który odbędzie się w Białymstoku od 25. lipca do 1. sierpnia 2009 roku. Prawdopodobnie większość uczestników kongresu dojedzie na miejsce właśnie „Ekspresem Zamenhof”. Ale w swój dziewiczy rejs pociąg wyruszył już 1. czerwca 2008 roku, wioząc niezwykłego pasażera, swego patrona we własnej osobie wraz z małżonką, Klarą. “Państwo Zamenhofowie” to w rzeczywistości przebrana w stroje z epoki para białostockich esperantystów, Nina Pietuchowska i Andrzej Remża. Doraźni małżonkowie byli atrakcją pociągu i nie omieszkali wykorzystać okazji do promowania swego miasta, w którym urodził się twórca Esperanta w 1859 roku.
W historycznym roku 2000. mieszkańcy Białegostoku wzięli udział w plebiscycie, który miał na celu wybór Białostoczanina XX wieku. Okazał się nim Ludwik Zamenhof, choć wśród kandydatów było sporo wyśmienitych nazwisk uczonych, polityków, artystów. Dlaczego Zamenhof? Białostoccy esperantyści dołożyli starań, żeby uświadomić swoim współmieszkańcom światowy zasięg sławy twórcy języka międzynarodowego.
A nawet kosmiczny! Wszak „Zamenhof” i „Esperanto” to asteroidy, krążące po orbicie okołosłonecznej pomiędzy Marsem i Jowiszem. Odkrył je w latach 1936 oraz 1938 - i tak nazwał - fiński astronom Yrjö Väisälä. Ponadto amerykańskie sondy kosmiczne Voyager I i Voyager II niosą od 1977 roku tekst m.in. w języku międzynarodowym:
Amikoj, mi parolas al vi de sur la planedo Tero[1]. Ralph Harry, ówczesny ambasador Australii przy Organizacji Narodów Zjednoczonych przekonał specjalistów z NASA, że Esperanto będzie najłatwiejsze do rozszyfrowania dla istot inteligentnych w kosmosie. Nasze pokolenie nie zdąży się o tym przekonać, bowiem sondy kosmiczne dotrą do najbliższej gwiazdy poza układem słonecznym za... 40 tysięcy lat.
Brazylijczycy przyczynili się walnie do zwycięstwa Zamenhofa w plebiscycie białostockim, gdyż właśnie w Brazylii twórca esperanta ma najwięcej pomników, prawie pięćdziesiąt. A w całym świecie doliczono się około 1500 pomników, ulic, placów oraz innych przykładów uhonorowania Ludwika Zamenhofa oraz jego dzieła.
Nic dziwnego, że mieszkańcy Białegostoku przyjęli z satysfakcją wiadomość, że z powodu Ludwika Zamenhofa ich miasto będzie gościło imprezę o wymiarze globalnym. Zadanie zorganizowania kongresu w 2009 roku przyjęto w Białymstoku jako szansę a władze miasta uznały tę decyzję Światowego Związku Esperanta za swój własny sukces. Prezydent Białegostoku, Tadeusz Truskolaski osobiście o to zabiegał podczas kongresu w Jokohamie, zapraszał w języku esperanto. Natomiast wiceprezydent Aleksander Sosna objął przewodnictwo w komitecie organizacyjnym kongresu.
Uwaga na marginesie: Prezydent jest katolikiem a w jego zastępca prawosławnym. Jakże byłby rad Ludwik Zamenhof, gdyby wiedział, że w imię jego ideałów przedstawiciele różnych wyznań zgodnie współpracują. Przecież waśnie na tle narodowym i religijnym w mieście jego dzieciństwa zainspirowały go do stworzenia języka międzynarodowego. Przez te ubiegłe 150 lat Białystok zmienił się nie do poznania. Teraz się chlubi, że jest najbardziej zróżnicowanym kulturowo miastem Polski. Czy dlatego Zamenhof jest tu lepiej rozumiany?
Może właśnie w stolicy Podlasia wyraźniej widać, że esperanto jest tworem nie tylko genialnego umysłu, ale także – wielkiego serca. W przemówieniu na kongresie w Genewie (1906) Zamenhof powiedział: Z takim esperantem, które jedynie wspomagałoby handel i było wyłącznie narzędziem użytkowym, nie chcę mieć nic wspólnego. Jak blisko mu do Pawła Apostoła, który pisał do Koryntian: Choćbym mówił językami ludzkimi i anielskimi, a miłości bym nie miał, byłbym miedzią brzęczącą, lub cymbałem brzmiącym.
Ludwik Zamenhof był człowiekiem dogłębnie dobrym. Około stu kilometrów na północ od Białegostoku, zaraz za granicą polsko-litewską, leży miasteczko Wejseje. Tam w ciągu kilku miesięcy 1885 roku młody Ludwik odbywał praktykę, jako świeżo upieczony lekarz. Wyznał po latach: Jestem nazbyt wrażliwy, cierpienia chorych (zwłaszcza umierających) bardzo mnie bolą. Gdy nieco później przeniósł się do Płocka, został wezwany do chorego jako jeden z czterech lekarz. Pacjent zmarł. Zamenhof okazał się jedynym, który odmówił przyjęcia honorarium. Wkrótce zmienił specjalizację, został okulistą.
W Warszawie miał gabinet na biednym Muranowie, przyjmował chorych za grosze a często za darmo, chociaż sam borykał się z trudnościami bytowymi. W 1890 roku młody lekarz wyznał: Moja sytuacja sięgnęła ostatniego stopnia niemożności. Musiał szukać pracy daleko od Warszawy i korzystać z upokarzającego wsparcia swego teścia, Aleksandra Zilbernika. A przecież dopiero co żona Klara wniosła mu w posagu dużą sumę, dziesięć tysięcy rubli. Wiadomo, że połowa pieniędzy poszła na wydanie pierwszych podręczników języka międzynarodowego. Co się stało z resztą? Na ten temat Zamenhof nigdy się nie wypowiedział.
Ale zachowało się wiele przesłanek, żeby zrekonstruować taki mniej więcej przebieg wydarzeń. Ojciec Ludwika, Marek Zamenhof, w 1873 roku przeniósł się z Białegostoku do Warszawy, gdzie pracował początkowo jako nauczyciel języka niemieckiego a potem francuskiego i geografii. Miał na utrzymaniu coraz większą rodzinę, ośmiorgu dzieciom chciał zapewnić wykształcenie. Podjął się jeszcze jednej pracy, został cenzorem prasy w języku hebrajskim. W 1888 roku czasopismo “Hacefira” opublikowało serię artykułów o winie. W końcowym komentarzu autor zalecał umiarkowane spożywanie szlachetnego trunku, ale ostrzegał nadmiernym piciem, gdyż prowadzi do chorób i otępienia umysłowego.
Cenzor Marek Zamenhof zezwolił na druk gazety, ale jego zwierzchnik w Petersburgu dopatrzył się w tekście o winie aluzji do skłonności alkoholowych cara Aleksandro III i zakwalifikował to jako obrazę majestatu monarchy. Z tego komicznego zarzutu supercenzora wynikały tragiczne skutki dla jego podwładnego. Markowi Zamenhofowi groziła nie tylko utrata dochodów cenzorskich, ale pozbawienie pracy w zawodzie nauczycielskim. Prawdopodobnie syn Ludwik poświęcił 5 tysięcy rubli na udobruchanie cenzora w Petersburgu. W Rosji carskiej łapówkarstwo było niejako wpisane do obowiązków służbowych.
Imperium carskie było rządzone przez despotyczny reżym, było ono ogromnym “więzieniem narodów”. Ludwik Zamenhof wystąpił ze swoim projektem językowym oraz ideą braterstwa między narodami w skrajnie niesprzyjający miejscu i okolicznościach. Od samego początku napotykał trudne do pokonania bariery. Jedną z nich stanowiła bariera, która uniemożliwiała upowszechnianie esperanta.
Kiedy na początku 20. wieku język międzynarodowy zdołał „wyemigrować” za granice “carskiego więzienia”, głównie do Francji, wówczas pojawiły się inne przeszkody, aż w końcu wybuchła największa wojna w dotychczasowej historii świata. Był to potężny, właściwie śmiertelny, cios dla Zamenhofa, „ideologa pokoju”. Zmarł w 1917 roku, gdy wojna jeszcze trwała, ale już na jej początku okazał się dalekowzrocznym politykiem. Zimą 1914 roku kierował swoje myśli poza wirtualna datę zakończenia wojny. Sformułował zadziwiająco trafne propozycje w swym Apelu do Dyplomatów.
Zamenhof kierował do polityków pytania: Czy znowu zaczniecie przerabiać i latać mapę Europy? (...) Każda pozorna sprawiedliwość wobec jednego narodu będzie zarazem krzywdą dla drugiego. (...) Pamiętajcie, pamiętajcie, pamiętajcie, że jedyny sposobem osiągnięcia pokoju jest: usunięcie raz na zawsze głównego źródła wojen, panowania jednych narodów nad drugimi narodami. (...) Byłoby najlepiej, gdybyśmy zamiast wielu małych czy dużych państw mieli “Zjednoczone Stany Europy”. Oto Ludwik Zamenhof jawi się jako prekursor Unii Europejskiej. Proponował on także powołanie Stałego Europejskiego Trybunału. I to też stało się faktem.
Ale oto “Express Zamenhof”. Widząc go na peronie, znajdując w rozkładach jazdy, odczuwam satysfakcję: ideały są niezniszczalne. Jeszcze niedawno taki pociąg byłby nie do pomyślenia i trudno było wyobrazić sobie „nie połatanej” mapy Eŭropy. Kontynent był oplątany gęstą siecią granic, które w wielu miejscach trafnie nazywano “żelazną kurtyną”. Teraz, wsiadając do pociągu w Białymstoku, można kontynuować podróż wzdłuż i wszerz Eŭropy, nie dostrzegając granic. Tylko z napisów za oknem, możemy się domyślić, przez jaki kraj przejeżdżamy; oraz z rozmów pasażerów, zmieniających się kolejno. Często trudno się z nimi porozumieć. Tyle języków w Europie! I to są granice, ciągle aktualne. Więc Zamenhof nadal ma rację.
Roman Dobrzyński
[1] Przyjaciele, mówię do was z planety Ziemia.
patrz także: